Bloog Wirtualna Polska
Są 1 263 902 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Kolejne życzenia...

poniedziałek, 31 grudnia 2012 1:13

 

 

 

 

 

 

O... ironio losu... Zjawiam się po roku w blogu dla dzieci.. . Wszystko przez nadmiar zajęć. Nie starcza czasu na wszystko. Postaram się wktrótce zakończyć opowiastkę o księżniczce Aloki...

Dziś składam dzieciom najlepsze życzenia z okazji Świąt i Nowego Roku...!

 

http://youtu.be/iHUfC-8hjuc

 

 


Podziel się
oceń
3
1

komentarze (1) | dodaj komentarz

Życzenia świąteczne...

piątek, 23 grudnia 2011 23:06

 

 

 

 

 

 

 

Do kontynuacji blogu wkrótce powrócę...

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dzień Dziecka...

czwartek, 02 czerwca 2011 11:22

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niedługo  dc.losów księżniczki Aloki...

 


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (5) | dodaj komentarz

...

sobota, 23 kwietnia 2011 11:48

 

 

 

 

 

 

 

 

Wesołych Świąt


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | dodaj komentarz

dc.historii Aloki...

wtorek, 29 marca 2011 13:08

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dookoła pałacu rozłożyście i uroczyście prezentował się piękny ogród, w którym rosły przepiękne, unikalne rośliny . Nigdzie nie widziano takich gatunków drzew, krzewów i kwiatów. Było tam tak pięknie jak tylko w bajce być potrafi. Drzewa dotykały siebie konarami i tworzyły zabawne esy floresy, poprzez które filuternie przebijało się światło słoneczne, ale w czasie,  kiedy do pałacu przybyła  Aloki z Bogumiłem, wszechwładnie panowała tam ciemna noc i przez szczeliny w konarach srebrną poświatą pojawiało się co chwilę światło księżyca, zmieniając co jakiś czas natężenie błysku i gamy barw, które od bladoniebieskiego po granat rzucały smugi na pałac i wszystko co znajdowało się  wokół. Panował nastrój powagi a jednocześnie i taki trochę koszmarny. Może właśnie przez to księżycowe światło i gałęzie, które w jego blasku odbijały się jakby wielokrotnie. Księżniczka Aloki  stała przy oknie i smętnym wzrokiem spoglądała na ten pełen tajemnic ogród. Nawet przez moment pomyślała o tym , co dzieje się z jej rodzicami i zrobiło się jej tak smutno, ze po policzkach popłynęły łzy. Szybko je jednak wytarła swoją wytworną, koronkową chusteczką , bo nie chciała pokazać się krewnym Bogumiła z zapłakanymi oczami. Zaraz też Bogumił zaprosił ją do tańca, które właśnie się zaczęły. Wirowała z nim po sali z takim impetem, że wzbudziła powszechny podziw.   Kiedy  przestali tańczyć, zaraz wokół niej pojawili się piękni młodzieńcy, prosząc ją do kolejnych tańców.  Bogumił w tym czasie rozmawiał ze swym wujem o tym, co przytrafiło się w  zamku  Aloki . . .

 


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (1) | dodaj komentarz

dc. o księżniczce Aloki...

sobota, 15 stycznia 2011 1:22

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Złośliwy kamerdyner, którego Um zamieniła w węża, postanowił ją otrzeźwić, żeby odczuwała dotkliwe bóle. W tym celu wypuścił z siebie fontannę jadu, który natychmiast spowodował ożywienie czarownicy. Zamiar jednak nie udał się, bo odzyskana świadomość pozwoliła jej zamienić się w potwornego pająka o nazwie – „czarna wdowa”, takiego, który zamieszkuje pod półkami skalnymi i słynie z zabijania ofiar. Czarownica jako pająk odróżniała się od innych pająków, bo miała, na spodniej stronie odwłoka, wyraźną czerwoną plamę . Chciała w ten sposób wyróżnić się  od pozostałych pająków, w których wcześniej pozamieniała rycerzy. Zaroiło się na zamkowych korytarzach od licznych owadów i robactwa tak gęsto, że nikt nie zdołałby się przez nie przedostać. Na szczęście nie było tu żadnej żywej ludzkiej istoty. Całe to towarzystwo na widok „czarnej wdowy” zaczęło się rozpierzchać w różnych kierunkach, szukając dla siebie zakamarków na schronienie. Król pociągnął królowaą za sobą  w najbardziej odległy kąt zamku. Znaleźli schronienie w piwnicach, gdzie skazywano skazańców za ciężkie wykroczenia, takie jak: kradzieże, bójki, awanturnictwo i rozboje.  Na wszelki wypadek schowali się w szczelinie pod parapetem w jednej z cel. Kawałkiem znalezionej słomy dokładnie zasłonili otwór, by przypadkiem czarownica nie odkryła ich schowka. Przez chwilę poczuli się bezpiecznie. Jednak zaraz zaczęły ogarniać ich wątpliwości, czy to jest odpowiednie miejsce dla nich. Pierwsza odezwała się królowa – „Mój królu…” powiedziała iście pchlim głosikiem, - „Czy przypadkiem nie będzie nam tu za zimno? Nie dość, że piwnica, to jeszcze wieje przez szpary tego okienka a i słońce tu nigdy nie dochodzi…”

- Masz rację, moja kochana małżonko, odpowiedział grubym głosem król – karaluch i troskliwie okrył żonę prawym skrzydełkiem, a ona pieszczotliwie przytuliła się do niego, wczepiając się odnóżami  w jego czułki. Tak obłapieni popadli w sen. Tymczasem Um jako bezwstydna „czarna wdowa” zaczęła szukać ofiar. Swoim bystrym okiem wypatrzyła muchy skupione wokół wielkiej fontanny. Od razu też ruszyła w ich kierunku z takim impetem, że zaczęły uciekać w różnych kierunkach. Na początek udało się jej za jednym zamachem złapać i pożreć trzy cherlawe muszki, które jeszcze nie tak dawno były damami dworu. A złapała je tak szybko, bo słabo fruwały ze względu na wiek.   Były to bowiem damy  bardzo leciwe.

Tymczasem Aloki z Bogumiłem witani byli w pałacu jego krewnych. Aloki miała na sobie sukienkę z szafirów i bardzo się wszystkim podobała…

Dcn.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Pozamieniani w robale...

poniedziałek, 04 października 2010 2:17








 





Gołąbek postanowił uwolnić Aloki od złego czaru i przy pomocy gałązki bukszpanu uwolnił ją od złego ducha lamparta. Aloki znowu stała się piękną księżniczką. Bogumił rzucił jej balonik, który uniósł ją w powietrze . Po chwili oboje szybowali do dalekiej krainy, z której pochodził piękny młodzieniec. Czarownica Um  dalej rzucała złe uroki.

Wkrótce król, który przybrał postać karalucha, rozpoznał w uciekającym robaku, przypominającym pchłę, swoją małżonkę. Poznał ją tylko dlatego, że na czubku miała malutką, złotą koronę, która mieniła się świetlistymi brylantami i w tym ciemnym otoczeniu

rozsyłała błyski migocących świateł. -„ Kochana moja, jak dobrze, że jesteś...", szepnął jej do ucha, niemile wzruszony jej wyglądem, ale uradowany, że ją odnalazł wśród licznego tłumu różnych robali, w które pozamieniani zostali jego dworzanie.

 - " Co teraz z nami się stanie, królu mój małżonku?" - odpowiedziała królowa zasmuconym głosem. I nagle skoczyła do przodu, gdzie stała czarownica Um, rozsyłająca złe uroki . Królowa ugryzła ją w łydkę z całej mocy. Czarownica Um, krzyknęła z wrażenia tak mocno, że od jej krzyku popękały wszystkie wazony, rozbijając się na drobne kawałki. Zrobił się niesamowity galimatias. Na podłodze wiło się we wszystkich kierunkach robactwo, bo rozbite szkło i  szczątki porcelany pospadały na nich.

Królowa natomiast całkowicie oddała się kąsaniu czarownicy, która to łapała się w różne miejsca, by przegonić niesforną pchłę, lecz ta nie dawała się w żaden sposób złapać.  Pomagał jej w tym karaluch - król, który zaczaił się na plecach czarownicy . Jakby tego było mało, przez otwarte okno wleciał nietoperz i zaplątał się we włosach Um.  Trzeba było widzieć, jak skręcała się i wiła z tego powodu...Robiła, co mogła by się od nich uwolnić.  Nie pomogły jej jednak w tym nawet tajemne zaklęcia Um, która wreszcie nie znajdując innego sposobu, zaczęła ściągać z siebie poszczególne części garderoby, by pozbyć się skaczącego natręta.

Najpierw zdjęła, bluzkę, potem spódnicę i wreszcie pozbyła się koronkowej bielizny. Na to tylko czekały robale. Zbiegły ze wszystkich stron i oblepiły jej ciało tak szczelnie, .że nie było na nim ani jednego miejsca. Jak na komendę zaczęły ją gryźć. Najbardziej kąsały osy i pszczoły, także i mrówki, których żądła były tak silne, że czarownica zaczęła mdleć...

Cdn.    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dc. dziejów księżniczki Aloki...

środa, 01 września 2010 0:17









African Leopard Chitwa South Africa Luca Galuzzi 2004.JPG


I nagle stało sie, co się nie powinno stać. Za sprawą złej wróżki,  piękna Aloki zmieniała się w groźnego lamparta, a właściwie to w straszną lamparcicę, która zaczęła warczeć złowrogo na wszystkich. Wszyscy, zdziwieni tym, co się stało, a jednocześnie bardzo wystraszeni, nie wiedzieli, jak się zachować. Część gości zaczęła w popłochu uciekać, nie bacząc na narastające przed nimi przeszkody, gdyż okazało się się, że przed uciekającymi zaczęły pojawiać się niesamowite trudności. To nagle przed nimi pojawiał się słup ognia, który nie wiadomo jak było ominąć, to znowu rozlewała się szeroko rzeka albo wyrastały ogromne drzewa, tak gęsto przyrastające do siebie, że nie można było ich z żadnej strony ominąć. Kłopoty piętrzyły się i piętrzyły do tego stopnia, że wszyscy ni stąd, ni zowąd znaleźli się w pułapce nie do przebycia. Ach... trudno to nawet wyrazić, co się działo. Panika spowodowała, że z minuty na minutę zaczęły się dziać coraz bardziej dantejskie sceny, tak niesamowite w swym wymiarze, że władca zaczął się panicznie trząść ze strachu i nawet zgubił w panice swoją sztuczną szczękę , którą przywiózł mu z dalekiej krainy zaufany dworzanin. Zrozpaczony, że pozbył się uzębienia, król pociągnął za sobą swoją żonę, matkę Aloki i skrył się tuż za tronem we wgłębieniu niszy, z której widać było wszystko dokładnie.  Jak przystało na władcę,  rejestrował spojrzeniem, co się dało. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, zwłaszcza, że wszystko tak dobrze się zapowiadało. Aloki przecież tak pięknie tańczyła ze swym słowiańskim wybrankiem i nic nie wskazywało, że wszystko obierze taki obrót. Atmosfera stawała się coraz bardziej nieprzyjemna i niebezpieczna . Aloki w cieleniu lamparcicy szalała. Podskakiwała dziwnie i susami przemieszczała się w różnych kierunkach, usiłując dopaść ofiarę... Cdn.   
Podziel się
oceń
0
3

komentarze (3) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 24 maja 2010 18:21












Kiedy w zamku działy się straszne rzeczy, a on sam był pogrążony w ciemnościach, w tym czasie księżniczka chwyciła rycerza  Bogumiła za rękę i wyprowadziła go z balowej sali. Po drodze schyliła się, by podnieść płatek zaczarowanej róży, która to, gdy przestała tańczyć, zaczęła gubić swe pachnące płatki, każdy z nich zraszając kroplami łez. Księżniczka odruchowo zlizała błyszczącą kroplę z płatka i w jednej chwili zamieniła  się w dziewczynkę o blond włosach. Widząc, co się dzieje szybko przycisnęła płatek do ust swego rycerza i on, podobnie jak ona, zamienił się w chłopca o czarnych włosach. W ten sposób stali się zupełnie inni i nikt nie mógł w nich dopatrzeć się księżniczki i rycerza. Lepiej stać się nie mogło, bo zła czarownica Um  postanowiła zawładnąć dorodną księżniczką i zamierzała sprawić, by była nieszczęśliwa, gdyż okrutne wiedźmy, takie są jak źli ludzie, cieszą się, gdy komuś mogą wyrządzić krzywdę. Na próżno jednak wypatrywała księżniczki Aloki swymi dużymi jak latarnie oczami, które podczas ciemności widziały wszystko i oświetlały tylko to, co ona chciała zobaczyć. Zezłościła się bardzo, że nie ma księżniczki i zaczęła rzucać na otoczenie coraz większe czary. Zrobiło się jeszcze bardziej ciemno od tych jej przemyślnych zaklęć, które szeptała tak zawzięcie i z taką mocą, że wszystkich po kolei pozamieniała w pełzające robaki. Królowa, jak zobaczyła siebie w takiej postaci, chciała krzyknąć głośno, ale nie zdążyła, bo zamieniona w robaka rozglądała się bezradnie za królem, który spadł z tronu i znajdował się pod nogami szambelana, który zaraz po nim podzielił jego los i razem z nim zaczęli szukać królowej, bo zaniepokojony tą niezwykłą sytuacją król najpierw pomyślał o znalezieniu żony, a zaraz potem chciał ogłosić stan wyjątkowy i zamierzał zebrać wszystkich ministrów w celu wypowiedzenia wojny czarownicy  - Um. Tymczasem nasza para poszła na spacer do parku i skryła się w uroczej alejce, siadając na ławeczce pod drzewem. Gołąbek, którym opiekowała się Aloki,  przyniósł im w dzióbkach baloniki, które miały ich porwać do odległej krainy, ale oni jeszcze o tym nie wiedzieli. ...

Cdn. - ciocia Krysta    


 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (6) | dodaj komentarz

...

czwartek, 04 lutego 2010 14:14











Witajcie Dzieci kochane !
Ciocia Krysta trochę zawieruszyła się ...
W tajemnicy Wam zdradzę - w dzień pracowałam
- sprzątałam , gotowałam, a w nocy...?
A w nocy ? Co w nocy? Nie powiecie nikomu?
Dobrze... to Wam zdradzę ... Tylko nikomu ani mrru...mrruuu!
A więc ... w nocy ... na miotle latałam....
Daleko... daleko... Byłam aż za siódmą górą i rzeką ...
Jakie cuda tam widziałam, kiedyś Wam zdradzę .
Teraz zapraszam na wielkanocną biesiadę ....




Do Wielkanocy przygotowujemy się dokładnie.
Pomagamy Mamusi. Sprzątamy zabawki.
Malujemy jajeczka. Ozdabiamy koszyczki.
Wszystko po to, by było ładnie.
A gdy już wszystko będzie gotowe,
pójdziemy do kościółka poświęcić potrawy,
którymi będziemy dzielić się  przy stole... 





Wszystkim Dzieciom i Ich Rodzicom , także Czytającym te słowa -
życzę radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego - ciocia Krysta

Jak dzieci będą grzeczne, to na pewno do nich zajączek przyjdzie i coś przyniesie... 
Może jajko z niespodzianką ?



 A może coś jeszcze?  Co to może być?



Ciekawe, czy mnie coś przyniesie.... Pomyślę co... Zamarzę ... 
Nie będzie miał wyjścia ... na pewno przyniesie.... 
Dlaczego ma nie przynieść, jeśli  byłam grzeczna? ( chociaż nie zawsze...)





A teraz zanurzymy się w świat księżniczki Aloki...
Pamiętacie ostatnio widzieliśmy ją na balu, w przecudnej sali balowej,
w otoczeniu najbliższej królewskiej rodziny, dworzan i wybranych rycerzy,
pośród których Aloki miała sobie wybrać męża.

 
Aloki była trochę dobra i trochę niedobra.
Marudziła, kaprysiła, wydziwiała. Miny stroiła.
Wybrzydzała. Pamiętacie, jak sobie sukienkę wybierała?
Uważała, że jest najpiękniejsza na świecie.
Prawda - była śliczna a nawet prześliczna,
ale żeby zaraz w taką pyszałkowatą dumę wpadać , to już jest nieładnie.
To i przechadzała się po sali balowej z wachlarzem w dłoni,
którym nieustannie machała to w prawo, to w lewo.
Szedł przy niej Bogumił - Bogusław, słowiański książę,
który delkatnie trzymał ją za lewą rękę . 
Zakochali się w sobie od pierwszego spojrzenia. 
Paź co chwilę podnosił rąbek przydługiej sukni,
by czasami nie upadła. A ona prawie, że płynęła,
idąc w pięknych atłasowych pantofelkach na wysokim obcasie ,
wyglądała jakby przybyła z dalekiej planety, taka była urzekająca.
To i oglądali się za nią wszyscy, wpatrzeni w nią jak w obraz.
Tymczasem,  jak wiecie, nie na darmo pojawiła się na balu czarownica Um.
To była bardzo zła czarownica. Była to czarownica od nieszczęść . 
Mówią czasem - nieszczęścia chodzą parami.
A ona przynosiła je czwórkami pomnożonymi przez cztery,
czyli to było bardzo dużo nieszczęść . Ile to jest - cztery razy cztery? - Szesnaście.
Jak szesnaście królestw  kiedyś dawno w Chinach...
A więc Um swoim wejściem spowodowała,
że od razu za jednym zamachem wydarzyło się
szesnaście brzydkich nieszczęść.
Pierwszym było to, że tańcząca róża, 
która rozpoczęła bal swoim różyczkowym tańcem, 
Ta cudowna róża przestała tańczyć i zaczęła gubić pachnące płatki. 
To były jej łzy płatkowe, bo róża przeczuła, co zaraz się stanie
i zaczęła płakać ... Róże są piękne i zachowują się jak piękne,
wrażliwe dziewczyny, z byle powodu płaczą,
tym razem jednak powód był poważny.
Tymczasem zrobiła się ciemna noc.
Zamek pogrążył się w ciemnościach,
a księżyc srebrny złowrogo spoglądał na to,
co za oknami zamku zaczęło się dziać.
A działy się rzeczy straszne ... Oj, działy...



Ciąg dalszy po świętach.



Dobranoc...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

...

piątek, 15 stycznia 2010 10:52







http://www.blogroku.pl/krystynar6,gwbnw,blog.html




Dalszy ciąg losów księżniczki Aloki.   W tym tekście odpowiadam na pytanie w komentarzu...
Czy wszystko wyjaśniłam wyczerpująco?

Glitter Image 243485

Nim wszyscy pojawili się w komnacie królewskiej,
zaczarowana róża wyskoczyła z porcelanowej amfory i rozpoczęła swój szczęśliwy taniec.  
Król był dziadkiem Aloki, a królowa Babcią . Ojciec Aloki był ich synem .
W niedługiej przyszłości miał dostać koronę, bo stary król rezygnował
z prowadzenia władzy.
Te zmiany miały zajść , gdy księżniczka Aloki zdecyduje się wyjść za mąż,
ale by to stało się, powinna wybrać odpowiedniego adoratora.
A z tym był kłopot, bo księżniczka była kapryśna i do tej pory nikogo nie pokochała.
Po chwili w Sali Tronowej pojawili się rodzice Aloki - Księżna Laboni i książę Utkam.
Oboje szli krokiem tak majestatycznym, że dworzanie
z wrażenia pochylili się przed nimi prawie do ziemi. Taki tu był obyczaj
w okazywaniu szacunku.  Zajęli miejsca znajdujące się u podnóży tronów,
przedtem całując z oddaniem ręce króla i królowej.
Był to dobry przykład dla młodszych dworzan. 
Książe Utkam, z polecenia swego ojca króla, wygłosił mowę powitalną 
i zachęcił wszystkich do wypicia życiodajnej wody,
po której nie chciało się jeść ani pić. Po środku komnaty,
za którą odpowiedzialny był majordomus, była studnia z krystaliczną,
źródlaną wodą. Szambelan podprowadził wszystkich do niej.
Pierwsza znalazła się tam Aloki.
Bogumił - Bogusław, zwinnym ruchem ominął swych rywali i stanął obok księżniczki.
Ta spojrzała w jego piękne , błękitne oczy i utonęła w nich na zawsze.  
Jej serce zaczęło mocno bić na jego widok.
To było tak silne i głośne jak zegar wybijający dwunasta godzinę.  
Nawet poczuła się od tego przeżycia tak słabo, że Oditi musiała ją podpierać .
Bogumił uklęknął przed nią , ucałował rąbek sukienki
i spojrzał na Aloki z miłością . Podobnie jak ona, zakochał się od pierwszego spojrzenia.
Tak czasami niektórym przytrafia się ... Czy zwróciliście uwagę,
że opisując słowiańskiego rycerza, który  jasną karnacją wyróżniał się
od przebywających tu, śniadych rycerzy, różnie go nazwałam?
Rodzice rycerza nadali mu na chrzcie imię Bogumił,
które pochodzi od greckiego imienia Teofil, a znaczy - miły Bogu.
Dostał też drugie imię  - Bogusław, równie miłe jak to pierwsze.
Było to słowiańskie imię, które pojawiło się we wczesnym średniowieczu
i również bardzo pasowało do Bogumiła, bo pochodziło od słów - Bóg i sława.
Dlatego raz  nazywano go Bogumiłem, innym razem Bogusławem .
W końcu to go znudziło, bo czasami sam nie wiedział, jak ma na imię,
więc postanowił nazywać się Boga Sławiącym Bogumiłem.
W ten sposób sprawa sama rozwiązała się, a od tej pory wszyscy go nazywali
- Boga Sławiący Bogumił. I w ten sposób dwa miłe i ciepłe imiona stały się jednym.
Boga Sławiący Bogumił podał  czarkę z wodą księżniczce.
Ta wypiła ją duszkiem, by nie blokować miejsca przy studni.
Podobnie postąpili inni, wypijali i odchodzili pokrzepieni wodą życia.
W tym samym czasie z Krainy Wiecznej Radości powracała na miotle czarownica Um.
Gdy tylko dowiedziała się swoimi drogami o tym,
że w pałacu odbędą się uroczystości wyboru rycerza spośród wielu wielbicieli księżniczki.,
postanowiła się jak najszybciej tam się znaleźć i pomieszać  zamiary...

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

...

wtorek, 05 stycznia 2010 14:04














http://www.blogroku.pl/krystynar6,gwbnw,blog.html


Kochane dzieci  dla Was w noworocznym podarunku dwa białe misie i piosenka...
Do księżniczki Aloki jeszcze powrócimy... Obiecuję ... Ciocia Krysta...






 


Dwa misie

 

Pieszczotą mówiły,

Gdy do siebie się tuliły...

 

Dwa małe niedźwiadki

Dzień cały

Szukały drogi do chatki...

 

Gdy ją wreszcie znalazły,

Na niebie już świeciły  gwiazdki...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

...

czwartek, 03 grudnia 2009 22:47











Ciocia Krysta przeprasza Dzieci, że tak długo Jej tu nie było...
Do baśni jeszcze wróci, by ją zakończyć .
Dziś zrobiła miejsce dla Świętego Mikołaja...







Drogie Dzieci,
 
do Was już Mikołaj święty leci...
Z Nieba na saniach sunie chmurami,
by wkrótce zjawić się nad dachami
i do każdego z Was przez komin 
paczuszkę wrzucić,
bo nie chce nikogo zasmucić...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 16 listopada 2009 12:01




 








 

A wszystkie te pantofelki bajecznie wyglądały na jej stópkach. Aloki znana  była z tego, że ma bardzo małe stopy. Gdy była malutka, nianie zawiązywały jej stopy bandażami, by zbyt duże nie urosły. Wszystkim wydawało się , że maleńkie stopy są najpiękniejsze więc i księżniczka musiała takie mieć. Taki w tym kraju panował obyczaj. Z początku wierzgała nóżkami, bo było jej niewygodnie, ale szybko się do tego przyzwyczaiła, w efekcie miała stopy jak krasnoludek. Do niebieskiej sukienki najbardziej pasowały srebrne buciki wysadzane brylantami. Tak pięknie błyskały w słońcu ... Tak pięknie, że księżniczce słabo się zrobiło z wrażenia i nieomal zemdlała z zachwytu, ale w pobliżu była niezawodna Oditi, która skropiła zimną wodą skronie Aloki, mówiąc do niej - Już dobrze, już dobrze księżniczko. Pora pokazać się w zamku. Oditi zarzuciła na ramiona księżniczki jedwabny szal i razem wyruszyły do Sali Tronowej, gdzie już na Aloki czekał sznur adoratorów. Ten wielki salon był niezwykle pięknie udekorowany kwiatami na tę uroczystość. Zewsząd zwisały girlandy, w ogromnych wazonach poustawiane były przeróżne kwiaty. Każdy bukiet miał inną mozaikę kolorów. Miało się wrażenie, że przybyły tu prosto z rajskiego ogrodu. W porcelanowych amforach kiwały się zalotnie pojedyncze kwiaty , nieznane dotąd nikomu, bo przywiezione zostały, przez jednego z zalotników, z odległej planety karłowatej o nazwie Ceres, która krąży między Marsem a Jowiszem. To im Aloki przyglądała się najdłużej. Były tak nieziemsko piękne, że Aloki szeroko otworzyła buzię ze zdziwienia. Całe szczęście, że nikt tego nie zauważył, bo to przecież nieładna maniera.

Wszyscy zapatrzeni byli w królewski błękit sukienki, którą Aloki nosiła dostojnie, zgodnie z powagą przynależną księżniczce. Adoratorzy pochylili przed nią swe głowy z największym szacunkiem. Każdy z nich pragnął dostać rękę księżniczki, bo była niezwykle piękna ,

a i królestwo tak ogromne, że rokowało nadzieję na dostatnie życie. Było dużo rycerzy

z różnych odległych krain. Wśród nich trafił się również rycerz z Polski - dzielny

Bogumił.  Wyróżniał się spośród innych jasną czupryną i wysokim wzrostem. W jego włosach Oditi zobaczyła jakby odbicie słońca. Nigdy jeszcze nie widziała blond włosów, bo wszyscy ludzie z jej otoczenia mieli włosy czarne. Ona sama była brunetką. Rzeczywiście  włosy Bogusława były prawie słoneczne i przypominały łany pszenicy, której nigdy Oditi nie widziała. Nagle trąby obwieściły zbliżającą się parę królewską. Król z królową pojawili się

w komnacie, majestatycznie zbliżając się do tronu, rozdawali hojnie swe uśmiechy na lewo

i prawo - gościom i dworzanom... Z niejednej piersi wyrwało się westchnienie zachwytu, tak oboje pięknie wyglądali. Król miał na głowie dużą koronę z mieniącymi się diamentami,

a królowa w swoim diademie, wykładanym szafirami, wyglądała jakby dopiero co wyszła

z obrazka, z książeczki dla dzieci ...

 Cdn. - ciocia Krysta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

...

sobota, 31 października 2009 0:34




Drogie Dzieci!  Dzisiaj pamiętamy o Tych, którzy od nas odeszli, dlatego zapalamy świeczki i znicze oraz stroimy groby kwiatami, by o nich pamiętać...Pozdrawiam Was - ciocia Krysta










I wszystko przebiegało zgodnie z planem dobrej Oditi. Ubrała księżniczkę z takim oddaniem , że Aloki już dawno nie wyglądała tak ślicznie. Z pewnością to była zasługa pięknej sukienki, ale głównie dlatego, że kiedy księżniczka obejrzała się w lustrze, to prawie samej siebie nie poznała, taka była odmieniona. Tak się sobie podobała, że zaczęła się uśmiechać,

a uśmiechała się tak ładnie, że wydawało się , że to promienie słoneczne rozkwitły na jej buzi. Bo nie ma nic piękniejszego od uśmiechu. Nawet najpiękniejsza twarz może wydać się brzydka, jeśli zabraknie na niej uśmiechu. Z kolei ta najbrzydsza buzia nabierze piękna , gdy usta będą się uśmiechać. Dlatego pamiętajcie dziewczynki, uśmiechajcie się jak najczęściej.

W tym szczególnym dniu odkryła to Aloki, która od tej pory pilnowała, żeby uśmiech nie schodził z jej twarzy, bo tak bardzo zapragnęła być piękną. Zadowolona uchyliła firanki

i zajrzała , co to takiego dzieje się na dziedzińcu pałacu, że zewsząd dolatywały dźwięki dziwnej muzyki, której do tej pory nigdy nie słyszała. A to co takiego? ... - wykrzyknęła na widok równie dziwnego orszaku, który stanął za jakąś skrzynią . Nigdy wcześniej nie widziała czegoś takiego. Oditi też wyjrzała i zaczęła tłumaczyć księżniczce, dlaczego uformował się orszak za tą ogromną skrzynią . - Pamiętasz tego pięknego motyla, którego wczoraj goniłaś, bo tak bardzo Ci się podobał, że chciałaś go złapać i niechcący tak mocno uderzyłaś, że przestał fruwać? Chciałaś , by znowu się poderwał i poleciał. Prosiłaś go - motylku, wstań i poleć, a on leżał bez ruchu. Wtedy rozpłakałaś się . Wytłumaczyłam ci, że motylek nie żyje i że nigdy już nie będzie latać , ale jego duszek, który był w nim, w środku, lata nad nami. Powiedziałaś, że go nie widzisz. Nie mogłaś go widzieć , bo duszek motylka

i każdego innego stworzonka jest niewidzialny jakby założył czapkę niewidkę.. - Ale co ma wspólnego duszek motylka z tą skrzynią, denerwowała się Aloki. -... zaraz Ci wszystko wytłumaczę, odpowiedziała Oditi. Czy pamiętasz naszego Marszałka Dworu? Pamiętam, odrzekła Aloki. Marszałek długo chorował i odszedł z naszego świata.  A dokąd poszedł? - ... dopytywała się Aloki.

Przeszedł do innego wymiaru, który jest naszym drugim światem , ale nie taki poszedł, jakiego go znałaś , tylko jego dusza tam poszła, a ciało zostało takie martwe jak ciało motylka. Jego dusza nie chciała więcej mieszkać w chorym ciele i chciała sobie zmienić mieszkanie. Teraz ma lepiej , bo już nie cierpi i mieszka teraz w ogrodzie pełnym kwiatów,

w którym inne dusze śpiewają piękne melodie. Acha, podsumowała Aloki. A ciało, co się stało z jego ciałem, dopytywała się Aloki. ... - A ciało, włożyli do skrzyni, która nazywa się trumną i zaprowadzą na cmentarz. Potem włożą ją do grobu , zasypią ziemią i zaświecą  świece, by światło przypominało, to światło, które zaprowadzi jego duszę do pięknej krainy...

- Bardzo ładna bajka, podsumowała księżniczka i zaczęła przymierzać pantofelki...






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

...

wtorek, 13 października 2009 2:00





 

 

 

Dalszy ciąg baśni o księżniczce Aloki.. 



Oditi przytuliła do siebie niebieską sukienkę , bo taką sama zapragnęła mieć. Przez moment wydawało się jej, że może wybrała nie tę , którą chciałaby ubrać księżniczka i ponownie zaczęła po kolei wyjmować te ładniejsze... Było ich tak dużo, że musiała je poukładać

w różnych miejscach. Ach! Zachwyciła się niezmiernie. Co na którą spojrzała, to w danej chwili ta jej wydała się najpiękniejszą. Po kolei  sukienki przykładała do siebie i spoglądała

w lustro. Oj, i do niej pasowałyby, ale przecież nie jest księżniczką. I ta zielona wyszywana szmaragdami, i ta czerwona z rubinami, i ta żółta jak słoneczniki ze złotymi nitkami, i ta seledynowa z brylantami, i fioletowa  z ametystami - wszystkie były piękne...

W końcu po długich poszukiwaniach i dręczącym wahaniu wybrała tę śliczną niebieską z wieloma diamentami. Było ich tyle niemal co gwiazd na niebie. Weszła do pokoju księżniczki, by ją obudzić , ale księżniczka spała
w najlepsze i wcale nie miała ochoty wstawać. Oditi zaczęła śpiewać piękną piosenkę o śpiewającym słowiku, ale i to nie obudziło zaspanej panny. Wtedy Oditi poprosiła gołąbka Gruchotka , by obudził księżniczkę. Był to zaprzyjaźniony gołąbek, który roznosił listy pisane przez księżniczkę, bo księżniczka już taka była, bardzo lubiła pisać. Wysyłała te listy w dalekie strony, do cioć , wujków
i kuzynek.

W rewanżu dostawała również całe sterty listów. Każdy pisał o czym innym. A to, że woda z czajnika się rozlała i tyle jej było,
że zrobiło się duże jezioro, na którym pływały dzikie kaczki albo, że rycerz na białym koniu musiał popędzić w dalekie strony,
by przywieźć z tundry zaczarowane zioła, które odtruć miały chorą matkę króla. W nagrodę ten dzielny paladyn miał otrzymać rękę prześlicznej i mądrej królewny.   Ktoś napisał o tym, że w jakiejś miejscowości zamek, który stał na żelaznej górze, wywrócił się do góry nogami, a to, że stara czarownica Um poleciała na miotle do Krainy Wiecznej Radości, by tam pozasadzać smutki w przydomowych ogródkach. Te wiadomości były tak absorbujące, że księżniczka nigdy nie mogła doczekać się następnego listu. Kiedy ją gołąbek Gruchotek dzióbkiem dziobnął w śliczne usteczka, z ciekawości otworzyła oczy. Zawsze ją tak budził, gdy miał dla niej pocztę, lecz tym razem nie było ani jednego listu. Och, ty nieznośny gołąbiaszu, zawołała wyraźnie niezadowolona, że nie było ani jednego listu i już miała odwrócić się na drugą stronę , by dalej spać, ale przez otwarte okno doleciał do niej miły zapach pieczonych jabłek, które bardzo lubiła. To piegowaty giermek, piekł dla siebie swój ulubiony deser.

Chcę pieczonych jabłek, przynieś mi je natychmiast, krzyknęła do Oditi, która pokazywała jej niebieską sukienkę . A, to co za ohydztwo, krzyknęła jeszcze głośniej, gdy zobaczyła sukienkę. Schowaj  ją natychmiast, bo poskarżę się mamie. Księżniczko, ale m mama księżniczki mówiła, że mam wyszukać najładniejszą sukienkę, oponowała Oditi, która nie spodziewała się takiego zachowania, chociaż do kaprysów księżniczki była przyzwyczajona.

Księżniczka wstała z łóżka z obrażoną miną i po porannej toalecie z wyraźnym niezadowoleniem zaczęła zjadać śniadanie. A przy tym grymasiła tak nieznośnie, że Oditi zrobiło się przykro. Aloki, która była promienna jak brzask, tak brzydko się od dawna nie zachowywała. Może ją komary w nocy pogryzły, pomyślała Oditi  i zaczęła się rozglądać za maścią szczęścia , bo tak się ta maść nazywała. Ta maść miała cudowne  działanie, nie tylko goiła rany, ale także sprawiała, że posmarowanej osobie poprawiał się humor,
tego przecież Aloki w tym dniu najbardziej potrzebowała...  Cdn.     napisała ciocia Krysta.


Dla tych, ktorzy uważnie przeczytali - piosenka...





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

...

sobota, 26 września 2009 22:18







 O księżniczce Aloki,  wodospadzie Cudów i innych różnościach...



Oditi przeciągnęła się leniwie. Było wcześnie rano, a ona musiała wstać, by przygotować ubranie dla księżniczki Aloki, która była tak promienna jak blask. Gdy urodziła się, niania krzyknęła w podziwie -„jaki blask z tego dziecka bije...!". I tak już zostało. Nazwano dziewczynkę Aloki, bo po indyjsku to nic innego jak blask. Sama Oditi była nazwana od świtu, bo urodziła się o brzasku. Właśnie pojawił się  świt, gdy się urodziła... Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że tak jak się nazywała, tak wyglądała. Ciągle była podobna do pojawiającego się poranka. Mimo upływu lat miała rumiane policzki i promienne oczy.

Gdy się na nią patrzyło, miało się wrażenie, że to poranek wygląda zza firanki okna...Bo Oditi była dobrą kobietą , a dobrzy ludzie nie starzeją się prawie nigdy. Spojrzała Oditi za okno, a tu już wesoły poranek odzywa się świergotem ptaków i bawi się słonecznymi promieniami, jakby chciał przechytrzyć dzień, który powoli skradał się zza wysokiego wzgórza, znajdującego się o krok od pałacu. Szybko otworzyła skrzynię pełną różnorodnych sukien,

z których co jedna była piękniejsza od następnej. Wiadomo, księżniczki na całym świecie nie chodzą w byle jakich sukienkach, dlatego każda z tych sukienek była piękniejsza od każdej innej.  Zmartwiła się Oditi, bo nie wiedziała, jaką wybrać , by zadowolić księżniczkę. Znowu spojrzała na okno.

Na parapecie siedział niebieski gołąbek. Jaki śliczny - wykrzyknęła w zachwycie. Już wiem .

Wyjmę niebieską sukienkę, Aloki będzie w niej wyglądała jak ten błękitny gołąbek

i zachwyci wszystkich swoim pięknem. Oditi wiedziała, że dzisiaj w wielkiej sali księcia Utkam, ojca Aloki, mieli zebrać się wszyscy adoratorzy Aloki. Niebieska sukienka była jedną z ładniejszych w skrzyni. Połyskiwała diamentami. Gdy się na nią patrzyło, miało się wrażenie, że to gwiazdy z nieba na niej postanowiły zamieszkać. Oditi delikatnie położyła sukienkę na ogromnym fotelu i znowu wyjrzała za okno, słysząc jakieś dziwne odgłosy na dziedzińcu. W karecie siedział dobry Utkam ze swą małżonką , matką Aloki - Laboni, która siedziała pełna gracji zgodnie ze znaczeniem imienia, które jej nadano, bo Laboni,  znaczy - pełna gracji... Ach, krzyknęła, łapiąc się za głowę... Jadą na poranny spacer nad wodospad Cudów, jak mogłam o tym zapomnieć. Spojrzała w lustro w złotej ramie. Zobaczyła siebie

w całej krasie hinduskiej niewiasty. By móc usługiwać księżniczce,  musiała pięknie wyglądać, bo to podnosiło rangę księcia, któremu rodzinie służyła... Ubrana była tak pięknie, że mogło się wydawać , że też jest księżniczką , ale jednak nią nie była, bo księżniczką trzeba się urodzić , a ona była córką pałacowego ogrodnika i damy dworu. ...

Dcn. -














Czy nie jest tak, że każda dziewczynka jest księżniczką...? Ja nią byłam wiele razy i czasami wydaje mi się , że nadal nią jestem...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

...

niedziela, 20 września 2009 20:27



ZrobiŁam  hokus - pokus i moją kochaną, wirtualną siostrzyczkę Hanię - Birutę zamianiłam w dobrą wróżkę. Hania i bez zamiany we wróżkę jest wspaniaŁa, wielkoduszna i miła. Mówię do Niej - jak dobrze, że jesteś...
Czy też tak mówicie komuś? Może Mamusi albo Tatusiowi a może siostrzycce lub braciszkowi? Dobrze jest mieć kogoś, komu możemy tak powiedzieć więc mówię do Was - JAK DOBRZE, ŻE JESTEŚCIE!
Dzisiaj  specjalnie dla cioci Hani wyczaruję budyniowe róże, bo takie właśnie bardzo jej podobają się...






Czy wiecie skąd wzięły się róże o takim kolorze? Pewnie nie wiecie więc zaraz opowiem, jak to się stało, że są budyniowe. Dzieciom bardzo smakują budynie o różnym smaku : poziomkowe, śmietankowe, truskawkowe, czekoladowe, wiśniowe, agrestowe, waniliowe, porzeczkowe i malinowe. Małej Matyldzie najbardziej smakowały wszystkie, które miały różowy kolor.  Truskawki, wiśnie, poziomki, porzeczki  i maliny są czerwone. Po ugotowaniu i dodaniu mleka zmieniają kolor na różowy. Chyba wszystkie dziewczynki lubią ten kolor,  dlatego wybrałam dla nich pokoik w różowej tonacji... Oczywiście, ugotowałam dla dzieci budyń z karminowych owoców, który po ugotowaniu i dodaniu mleka zmienił się na różowy. Gdy dodacie, do czerwonej farby, białą farbę , to zrobi się - różowa. Poproście mamusie, by kupiły wam farbki akwarelowe i namalujcie budyniowe róże takie, jakie widzicie na zdjęciu.






Matylda z apetytem zjadła budyń jako pierwsza. Spojrzała na kwiaty w wazonie , które stały na stole i krzyknęła -  dlaczego te róże są takie białe? Chcę, by były takie jak budyń.

I stał się cud...Niemożliwe stało się możliwe. W jednej chwili róże białe jak płatki śniegu

zmieniły barwę na budyniową, bo jak bardzo czegoś się pragnie, to się spełnia...

Spróbujcie może i Wam się to uda, a jeśli się nie uda, to znaczy, że Wasze pragnienie nie było zbyt silne...Do wszystkiego potrzebna jest moc, którą osiągnąć można przez mozolne ćwiczenia. Spróbujcie może i Wam się to uda, a jeśli się nie uda, to znaczy, że Wasze pragnienie nie było zbyt silne...Do wszystkiego potrzebna jest moc, którą osiągnąć można przez mozolne ćwiczenia.

W miseczkach budyń dla Was. Smacznego! Już słyszę, jak odpowiadacie - dziękuję...




   

Ciocia Hania lubi koty, te dwa wyczarowała dla Was.
Pomruczcie kotkom i nadajcie im imiona...





Pora na dobranoc więc zamieniona we wróżkę przyjechałam po ciocię Haneczkę taką piękną karocą...
Kto z nami wybierze się do krainy sennych marzeń? Zamknijcie oczęta i śnijcie o zaczarowanym świecie - ciocia Krysta.










Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

...

sobota, 19 września 2009 22:57


Moja pięcioletnia wnuczka domaga się dalszego ciągu... Bardzo podoba się Jej film  o wróżkach i nie daje mi spokoju, jakie to zaklęcie, że potrafię zmieniać się we wróżki... Dzisiaj ona była Kopciuszkiem w niebieskiej sukience... Lubi niebieskie sukienki z falbankami.
Po kim Ona to ma?  Oczywiście, po babci wróżce... Powiedziała do mnie- " moje koleżanki nie mają takich wróżek babć..."
Odpowiedziałam tak - na świecie dużo jest ludzi, są kobiety, mężczyźni i dzieci, a każdy jest różny.... Są wróżki, tancerki... A wnuczka na to - "chcę być tancerką w niebieskiej sukience " .  Identycznie jak ja kiedyś...
Dobrze jest mieć marzenia. Pozwólmy dzieciom marzyć. Im więcej marzeń , tym więcej wyobraźni, która otwiera nowe krajobrazy...
Są różne stworzonka na świecie. Czego najbardziej boją się dziewczynki?  Już słyszę odpowiedź - PAJĄKA!!!
Ja - babcia też się go boję . Ile razy go zobaczę - krzyczę i płaczę... Z tym ostatnim nieco przesadziłam... Płakać z tego powodu, że pająka zobaczyłam? A jednak...


             

Pająk


Bach,  pająk z sufitu spadł,

bo za dużo much zjadł.

Brzuch ma jak kapusty dwie,

niezły żarłok z niego jest.

Teraz zawisł  w próżni.

Czym od innych się różni?

Czy tym , że  muchy zjada

i chętnie nimi się objada?

Kto wie , kto wie, może zaraz

w pajęczynie zaplącze się...


Rozmiar: 75651 bajtów


By dzieci rozweselić, muzyką należy podzielić się ...





 

Często dorośli tak się zaplątują , że drogi znaleźć nie umieją... Dlatego pilnuj malutki berbeciu, by mamusia i tatuś tego uniknęli i dzięki Tobie stanowili jedno w jednym dla chwały rodziny. Aby tak było Aniołek śliczny niech nad Twym łóżeczkiem na obrazku wisi

i strzeże porządku dla spełnienia życzeń rozsądku...


Aniołek aniołkiem a mucha muchą...


Mucha . . .  

Mucha brzęczy koło ucha

jak wiatr, który świstem chucha.

Leci i na stole siada,

zaraz zacznie się biesiada.

A gdy naje się do woli,

małe muszki w tym podszkoli.

Dla odpoczynku wygodnie

na lampie sobie usiądzie,

bo mucha ciągle taka jest,

bywa zawsze  tam gdzie chce...



bodavka maštaľná

Niezła co? Na pewno okazała!


Dobranoc!


 dobranoc.gif Fotki Zdjęcia Obrazki



Na zakończenie kabaret tylko dla Mamuś i Tatusiów...






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

...

wtorek, 15 września 2009 23:38







To znowu ja...

Powiem Wam wierszyki dwa,
zaraz potem zniknę tam,
gdzie w polu wiatr
huczy ram - ta - tam...

Nie szukajcie mnie już dzisiaj,
tulcie mile swego misia,
bo on chce z wami spać,
z nim nie będziecie się niczego bać.




Powiedz misiowi - kocham cię Misiu!






A on w nagrodę przeczyta moje wierszyki...
Pierwszy będzie o żuczku...



 

Żuczek

 

Czarny żuczek polną drogą

idzie ze zwichniętą nogą,

potknął się raptem o kamień

więc boli go teraz ramię.

Martwi się mały biedaczek,

że już dogania go raczek.

Jeszcze chwila i przegoni,

nim dojdzie do jasnych błoni,

gdzie ma tam swoje mieszkanko.

Nie śmiej się, musza koleżanko,

która śledzisz wyścig z góry.

Popatrz już zbierają się chmury.

Zaraz mokry deszczyk spadnie

i ciebie zmoczy dokładnie.

Niewiele z ciebie zostanie

chyba tylko prześmiewanie...



kwiatki


Drugi będzie wszędzie jak pszczółki, co lecą szybko jak jaskółki...





 

Pszczółki

 

Dokąd lecą pszczółki?

One lecą do ula.

Tam na nie czeka matula.

Która jest Królową Matką,

najważniejszą ze wszystkich pszczół.

To dla niej bartnik zbudował ul.,

w którym aż się roi od pszczół.

Pszczółki znoszą nektar z kwiatków,

by dzieci miały miód do owsianych płatków...






To tyle na dzisiaj Wasza ciocia Krysta...




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

wtorek, 22 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  15 379  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O mnie

Jestem - miłośniczką poezji,literatury, historii sztuki, muzyki
i wszelkich sztuk pięknych... Kocham ludzi, przyrodę, a nade wszystko Stwórcę tego wszystkiego... Krystyna
Moje imiona blogowe to Laura, Ais, Christine, Krysta.
Zapraszam do czytania moich blogów.

O moim bloogu

Bloog powstał z myślą o dzieciach. Opowiadania i wierszyki. Obrazki. Muzyka.

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15379
Wpisy
  • liczba: 24
  • komentarze: 97
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2908 dni

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

parenting